Zaznaczam, że zwracając się w tekście w drugiej osobie liczby pojedynczej nie mam na myśli wszystkich graczy League Of Legends, ale głównie tych, o których jest ten tekst – czyli o... płaczkach!


OMG NOOB TEAM


OMG noob team, czyli najczęściej słyszane stwierdzenie w League Of Legends. Zapraszam na ścianę tekstu...


No więc na początku wypadałoby przedstawić problem – aby to zrobić, wystarczy wejść na jakiekolwiek forum o LoLu, bądź zajrzeć chociażby do shoutboxa, nie zajmie nam długo szukanie potencjalnych płaczków.


„w 10 minucie minucie miałem 1/1/0 a mój cały team po 0/3, żal”

„i znowu mam karthusa, który nie wie co to miss”
„już nie moge z tymi randomami”
„no i przegrałem 10 gier pod rząd, kocham matchmaking”

Oprócz takich wpisów na shoutboxie co jakiś czas pojawia się topic gdzie tworzy się kółko wzajemnej adoracji i każdy może sobie chwilę o tych randomach pochlipać. W kilku z tych tematów zabrałem głos, ale widząc, że problem wraca jak bumerang – postanowiłem napisać to wypracowanko. Zauważyłem, że oprócz mnie jest kilka osób, które mają podobny stosunek więc może i im przyda się link do tego tematu kiedy otaczający ich koledzy będą marudzić, że znowu zostali pokrzywdzeni przez los. Dajemy ctrl+v i może taki płaczek przeczyta to wszystko i przejrzy na oczy. Oczywiście nie przekonasz każdego, ba nie przekonasz nawet 20% ale warto próbować.


1) Matchmaking nie działa – MIT!


Tak! Matchmaking nie jest zepsuty, a pisanie po każdej grze „MM fail” nie jest już ani modne, ani fajne. Po co więc to piszą nasze płaczki? Bo to najlepsza wymówka, zamiast zastanawiać się „co zrobiłem źle”, można sobie ulżyć pisząc sentencję na temat niepowodzeń matchmakingu.


Skąd wiem, że działa? Zawsze wiedziałem, ale teraz mamy ranked mode i po grze możemy sobie sprawdzić te cyferki. Wiadomka, po porażce taki płaczek spojrzy na liczby → ja 1391, a oni 1405 i pójdzie na forum powie, że mając ELO 1300, dało mu przeciwników co mają po 1400+. Należy także pamiętać, że po grze widzimy zaktualizowany rating elo, dlatego zwycięzcom podczas kalkulacji możemy odjąć te 11-15 punktów, a sobie spokojnie możemy w główce te punkty dodać. Zmienia trochę postać rzeczy ale kto by o tym myślał będąc na rejdżu.


Zobligowany jestem tutaj dodać, że także mi się zdarzyło napisać, że matchmaking śmierdzi, bo jest faktycznie jedna malutka wada (która zdarza się raczej sporadycznie i zazwyczaj w nocy). Mianowicie kiedy mechanizm nie ma z czego wybierać, to balansuje drużyny trochę na siłę i tak dla niego dwóch graczy 1300+1600 elo to taka sama siła rażenia co dwóch 2 x 1450. Imo pierwszy zestaw jest dużo silniejszy, bo 1600 gracz jest po prostu znacznie lepszy i zje przeciwną dwójkę. Ale to rzadkość, generalnie zawsze jest po równo z niewielkimi odchyłami.


2) „na oko” widać, że mój team jest słabszy – BULLSHIT!


Na oko to człowiek jest nieobiektywny i zawsze podświadomie będzie robił sobie lepiej. Dlatego nie zarzucam płaczkom, że kłamią w perfidny sposób o tym, że mieli gorszy team, że oni zagrali idealnie a te nooby wszystko zburzyły.


Bo prawda jest taka, że większość płaczków naprawdę tak myśli! Nie mają bladego pojęcia, ich podświadomość wykreowała rzeczywistość taką, w której są oni w stanie egzystować. Jakby ktoś był bardzo złym graczem i cały czas zdawał by sobie sprawę, że jest on non stop przyczyną porażek, jakby widział każdy swój błąd (jakby tak było to by notował progres w swojej grze widząc błędy ale tutaj załóżmy, że nie notuje) to taka jednostka popełniła by e-samobójstwo, czyli najprawdopodobniej panel sterowania → dodaj usuń programy → League Of Legends. Ewentualnie skończyło by się to nie tylko e-samobójstwem a zniszczeniami w realnym świecie.


Na poparcie moich słów mogę opowiedzieć taką historyjkę (która powtórzyła się jeszcze potem kilkukrotnie), że grając jeszcze na US i spotykając mega tardów, dodawałem ich do ignore listy aby dodgować ich w przyszłości. Jakież było moje zdziwienie w następnych grach kiedy po przegranej grze w menu pomeczowym widziałem ikonkę „ignored” na osobach, które poprowadziły przeciwny team do zwycięstwa. Stało się tak nie raz i nie dwa razy.


A ile razy mając jeszcze dany nick „feedera” w pamięci, trafiałem na niego w przeciwnej grze i nagle się okazało, że przestał grać jak debil. I będąc na lejnie naprzeciwko niego nagle dostrzegłem, że w sumie nieźle last hitował, a i harassuje jakoś tak podejrzanie dobrze. Tak to jest możliwe, dlaczego?


Po raz kolejny psychologia. Zminimalizujcie na chwilę to okno, zalogujcie się do gry i spójrzcie w swój profil. Ile na te 10 ostatnich gier zakończyło się Waszym nie dobrym wynikiem? Podpowiem, że wynik dobry to KDA na poziomie 3.0 (czyli Wasze deady x 3 mają dawać mniejszą liczbę niż Wasze kille+asysty). A ile gier skończyło się Waszym feedem? KDA poniżej 2.0. Nie mówiąc już o grach z KDA < 1.


Tak, te KDA wziąłem sobie z pupy i nie miałem na celu pokazania, że jesteście słabi – ale uświadomienie Wam, że tak jesteśmy ludźmi, każdemu zdarza się słabszy początek gry, a jak słaby początek to i słaba cała gra bo ciężko się w tego typu grze podnieść niczym ten feniks. Powiedziałem słaby początek? Ba on nie musi być słaby! Weźmy takiego mida, naprzeciwko siebie dwóch graczy o tym samym ELO. Rzadko zdarza się tak, że się podzielą killami i csem. Jeden zgarnie FB i jak nie zrobi głupiego błędu to wygrał lane.


I teraz pytanie, czy ten co oddał FB


a) zrejdżuje, podejmie walkę i się pogrąży, zrobi 0:2 na midzie, zostanie zjechany przez cały swój team, nazwany game ruinerem i czego już nie zrobi to będzie be, dodam jeszcze, że w istocie sam on zacznie gorzej grać, a będzie to spowodowane presją ze strony sojuszników. Naprawdę gramy inaczej kiedy jesteśmy pewni swojego, a inaczej kiedy zawaliliśmy start, ludzie obrażają nasze matki i życzą nam naszej śmierci w prawdziwym życiu. Jesteśmy pod presją, z reguły wchodzimy w team battla szybciej niż zwykle, a te ułamki sekund potem decydują. Do tego nie pomaga nam fakt, że przeciwnik zawsze aimuje tego kto pada najszybciej. Zróbcie dla testu w grze 0:5, bądźcie w miarę bezużyteczni a i tak w najbliższym team battlu, ktoś z przeciwnej piątki, zamiast kogoś kto sieje zagrożenie – zaatakuje właśnie Was. You will see.


b) opanuje się, przytuli do wieżyczki, jak nadarzy się okazja to przyciśnie (bo często jest tak, że ten co zdobył FB się potem lubi zapędzić pod towerka),a jak nie to pogodzi się z tym, że lane przegrał.


Celowo pomijam tu wariant c w którym wracasz na lejna, zabijasz swojego oprawce i mamy remis, ponieważ przyjęliśmy, że gracze są podobni jeśli chodzi o ich poziom i jest to wtedy przy uważnej grze gracza mającego przewagę, prawie niewykonalne.


Tak więc jak widzicie, dwóch potencjalnie porównywalnych graczy, ale to jest gra i KTOŚ MUSI PRZEGRAĆ. Jeden zostanie bohaterem a drugi game ruinerem. A czy tak jest w rzeczywistości? W tej grze decydują ułamki sekund, milimetry hp, trochę szczęścia a do tego mamy jeszcze dziesiątki innych zmiennych. Ten co oddał FB, zrejdżował, sfeedował mid, załamał się, przegrał grę. Zostaje w opini publicznej game ruinerem, ale elo rating jest na szczęście pozbawiony ludzkiego czynnika czyli emocji i odejmuje mu 14 punktów ELO. Następną grę ów gracz zagra zupełnie odwrotnie, te wszystkie małe detale będą na jego korzyść i tym razem on zostaje bohaterem. +14 do ELO i wracamy do punktu wyjścia. Jeśli gracz, który poprzednio wygrał mida, teraz dozna porażki i dostanie -14 ELO i mamy remis!


I teraz tak, matchmaking i ELO system udowodniły, w przeciągu dwóch gier obaj gracze są podobni, że zasługują na ELO w granicach powiedzmy 1400 natomiast co na to reszta graczy, którzy brali udział w tej grze? W pierwszej płacze i ryki na temat jednego, w drugiej na temat drugiego i efekt mamy taki, że MM nie pomylił się ani o trochę a my mamy do czynienia z armią ludzi nienawidzących matchmakingu.


3) Sam gry nie wygrasz.


Sam może nie. Solo queue też łatwo nie będzie choć ja uważam, że się da. Jednak duo można już wszystko. Nie wiem czy to już zauważyliście ale jest jedna bardzo ważna zasada:


FLAME PRZEGRYWA GRY.


Nie ważne czy słuszny czy nie, flame przegrywa gry. Jeśli ktoś picknął evelyne, nie macie tankera, albo typ nie chce iść shaco do jungli przestańcie sobie strzelać w stopę! W takich sytuacjach płaczek doskonały rozpoczyna to co umie najlepiej czyli tzw. whinning. Zaczyna się jechanie po tej biednej ewelince, wyzywanie teamu od tardów i szykowanie sobie fundamentów pod przegraną grę.


I masz racje, przegracie tą grę, ale uwierz mi – jeśli co każdą rozgrywkę zamiast tego, próbowałbyś rozmawiać z teamem, nie tylko wymagać i wykrzykiwać komendy ale budować pozytywne nastawienie i chęć wygranej wśród swojego teamu to wygrywałbyś 10% gier więcej.


Jak dużo daje głupie „guys lets focus, stack armor and dont get ganked by twitch which is missing all the time”, czy zadając proste pytanie „rammus you ok there?” widząc, że biedny żółw ma na linii janne i garena. Jak łatwo można zmotywować ludzi, jak łatwo im wytłumaczyć, że jeszcze nie przegraliśmy bo tamci nie mają carry, jak łatwo wyzwolić z nich po prostu chęć do gry – czasami mam wrażenie, że nie wielu to widzi. Przecież jeszcze banalniej nazwać kogoś noobem a po grze pożalić się kumplowi na gg, że znowu się miało nub team.


Nie wymagaj od swoich sojuszników, że będą tak dobrzy jak Ty. Nie oczekuj, że wszyscy dookoła będą stawiać wardy i inicjować odpowiednie akcje. Nie dostosowuj na siłę drużyny do siebie, czasami to Ty musisz dostosować się do reszty, nie jesteś pępkiem świata!


Często wynik typu 5/5/5 traktowany jest OK, bo inni mieli ujemny bilans K/D. O grze, w której zrobiłeś taki score mogę powiedzieć tylko jedno – nie poprowadziłeś drużyny do zwycięstwa. Nie feedowanie nie starcza do wygrywania gier. Zrobisz 10/1/10 i przegrasz grę? Wtedy sobie możesz ponarzekać. Oczywistym jest fakt, że z tego stwierdzenia wyłączone są postacie, typu support czy pure tank.


4) Coś od siebie


Nie jestem top, madafaka kozakiem w tej grze. Jedyne co mogę powiedzieć o sobie to to, że na pewno jestem doświadczony w graniu pubów i to, że odkąd wyszedł ranked to byłem już prawie w każdym miejscu. Od top20 po trzech dniach, 1600+ ELO do prawie samego dna (nie wiele ponad 1300). Przejechałem tak więc po całym zakresie. Co mogę powiedzieć?


Gram duo z Maklerem, pierwsze 20 gier w rankedach, pełna mobilizacja – przed każdą grą chwila przerwy, zastanowienie się, wzajemna mobilizacja i pytanie „are you ready?”. Po każdej porażce obowiązkowo przerwa, bywały nawet kilkugodzinne – a to tylko i wyłącznie po to żeby wyeliminować czynniki emocjonalne. By nie grać na tak zwanym rejdżu oraz znudzeniu. Rutyna, zlewanie się ze sobą poszczególnych gier a przede wszystkim rage – często efektem tego jest pasmo przegranych gier, z pewnością wielu z Was tego doświadczyło.


Była także jedna ważna zasada, pod żadnym, ale to pod żadnym pozorem ŻADNEGO FLAME. Działało perfekcyjnie, koleś, który walił mi scianę tekstu jaki to nie jestem beznadziejny, po odpowiedzi „Im not gonna argue with you, I just want to win this game” zazwyczaj milkł do końca gry, ewentualnie coś tam jeszcze odpowiedział, a potem nie mając z kim polemizować skupiał się na rozgrywce.


Nastawienie było jedno, carrujemy gry – nie patrzymy się na team matów, jak trzeba będzie to wygramy razem. I tak też było. Często po naszym dobrym początku następowała seria deadów naszych sojuszników i tutaj znowu wyszło, że jak się im dało święty spokój, to nawet nie specjalnie pomagając im w sposób bezpośredni, oni widząc nasz dobry performance, zaczynali grać lepiej. Nie łamali się, nie spędzali czasu na tłumaczenia na czacie tylko grali swoje, niesieni tym, że ktoś ciągnie im tą grę.


Tak więc zawitaliśmy w górne części rankingu. Tam też zrozumiałem jak bardzo fajny jest matchmaking. Nim wyżej, tym częściej nicki zaczęły się powtarzać. Już po kilku grach z jakąś osobą, rozmawialiśmy z Maklerem - „ten nie da rady, nie utrzyma się”, jak miło było patrzeć, że wszystko się zgadzało. Matchmaking robił swoje. Mieliśmy wrażenie, że każda gra z ELO 1500-1600 była dla nas testem. Każda gra to takie „udowodnij, że tutaj przynależysz”. Każda kolejna była coraz cięższa i właśnie o to chodzi! Grając rozgrywkę w LoLa poniekąd atakujesz wyższą pozycję w rankingu, dlatego nie wystarczy żebyś zagrał na swoim poziomie, ale udowodnił, że zasługujesz na miejsce wyżej. Stąd też każda kolejna gra jest coraz cięższa i stąd też dostając delikatnie gorszy team nie nazywałbym tego błędem matchmakingu ale czymś w rodzaju „sprawdzam!” - jeśli sobie nie poradzisz to spadniesz. Przyjmijmy, że to wszystko dzieje się przy ELO = 1600. MM sprawdza czy jesteś faktycznie ten top, czy jesteś w stanie poprowadzić ten grajdołek do zwycięstwa, okazało się, że nie, spadasz na 1570, ale jeśli te 1600 nie było przypadkiem – już w następnej grze będziesz miał okazję to udowodnić. Taka gra z matchmakingiem ciągnie się w nieskończoność, ciągle musisz udowadniać – zasługuję na bycie wyżej!


Niestety, gdyby każdy mógł być najlepszy, bo nikt by nim nie był. Tak więc w końcu system udowodnił mi. Powiedział: „you are not ready yet”. Kiedy rozegrałem już więcej gier, zacząłem traktować ranked gry tak jak kiedyś normal, jedna gra po drugiej i tak po kilka, kilkanaście dziennie! Po kilku porażkach pod rząd złapałem się na tym, że sam przestałem praktykować w to co wierzę, zdarzyło mi się kilka razy ponarzekać do Maklera „ej no nim niżej tym mam większe nooby w teamie, jest coraz ciężej zamiast coraz łatwiej”. Na szczęście emocje opadają i pomyślałem „zaraz, albo moi nie są takimi noobami a ja nie potrafię się z nimi spasować, albo są faktycznie noobami bo tak nisko upadłem, więc przeciwny team ma takich samych – to ja powinienem ich kosić, skoro nie koszę to znaczy, że gram słabiej, muszę się ogarnąć”.


Powtórzę to jeszcze raz, każda gra to atakowanie wyższej pozycji, stąd wspomniane wcześniej 5/5/5 nie przemawia do mnie, to ma być dowód na to, że powinniśmy być wyżej? Nie sądzę.


Nie bójmy się spojrzeć na tych co są w top, oni codziennie udowadniają, że da się w tym solo rankedzie wygrywać konsekwentnie, że to nie jest kwestia tego czy dostanę dobry team czy nie. A wychodząc z takiego założenia sami się przekreślacie jeszcze przed grą, upatrujecie sobie wymówek jeszcze zanim zdążycie przegrać. Pamiętajcie o tym jak ważna w tej grze jest psychika. Ile razy widziałem team, który oddawał nam surrender w 25 minucie, a który miał potencjał aby wykończyć nas w late game. O czym to świadczy? Po nie udanym early im się po prostu już odechciało grać. Często na [All] czacie padały wyzwiska i wzajemne obwinianie się przegrywającego teamu. Gdyby tu naprawdę chodziło o wyjaśnienie kto zawinił, a nie o zaspokojenie własnego ego, złagodzenie swojego udziału w porażce – po co używali by All chata? Po jajco.


Poradnik ten większego sensu nie ma, bo tym się charakteryzuje czołówka, że jest ona czołówką a nie ogółem. A, że system matchmakingu mamy dobry, to właśnie ta masa średnich graczy, na zawsze zostanie już średnia, część, która ma potencjał i będzie widziała co się dzieje, będzie zdawała sobie sprawę z własnych błędów, a nie tylko jej się będzie wydawało, że sobie zdaje – da radę, wybije się, ale to zaledwie odsetek.


A tym którym się nie uda? Pozostaje im wciąż narzekanie na noob team i tworzenie kółek wzajemnej adoracji gdzie będą mogli pośmiać się z randomów. Powiem wam tylko jedno – dla wielu innych graczy to właśnie Wy jesteście randomami.